„Babskie spotkanie”
Adam nie wierzył, że wychodzę spotkać się z dziewczynami w klubie.
– Masz mnie za idiotę? Zmieniasz buty, bluzki, kolczyki, torebki... godzinę się malujesz i chcesz mi wmówić, że to babskie spotkanie?
– Całkowicie.
– Gdzie będziecie? – spytał niby od niechcenia.
– W „Zielonym kocie”.
– Może cię odwiozę?
– Zamówiłam już taksówkę... poza tym nie udawaj nagle zazdrosnego męża.
– Ale kiedy ja jestem zazdrosny... dla mnie już dawno się tak nie wystroiłaś!
– Jak zaprosisz mnie do „Zielonego kota”, włożę szpilki... obiecuję!
Adam nic nie odpowiedział... chyba się obraził.
Faceci nie mają za grosz wyobraźni, o co tu się obrażać? Przecież wiedział doskonale, że wystroiłam się, bo lustereczko w oczach przyjaciółki zawsze prawdę powie. Oczarować faceta – to prawdę mówiąc bułka z masłem, oczarować przyjaciółkę – oto jest wyzwanie!
Trudniej jest okraść złodzieja czy oszukać oszusta. Kobieta doskonale potrafi ocenić, czy wspaniały dekolt należy wyłącznie do nas, czy to sprawka najnowszego stanika linii push-up. Przyjaciółce rzut oka wystarczy, żeby wiedzieć, czy nasza figura to zasługa obciskającego gorsetu, czy naprawdę ćwiczyłyśmy całą jesień, żeby osiągnąć talię osy, cera zachwyci świeżością naiwne oko mężczyzny, nienawykłe do analizowania szczegółów... Natomiast kobieta spyta: „Gdzie kupiłaś, kochana, taki świetny podkład? Jaki to odcień?”, i dopiero wtedy masz pewność, że dobrze wyglądasz.
– Sebastian chce odejść od Nataszy – wyjaśniła mi sytuację Patrycja, kiedy tylko weszłam do „Zielonego kota”, tak jakbym była w toalecie w przerwie na reklamy, a serial się zaczął i żeby się znowu wciągnąć, muszę poznać kilka faktów.
– Jak to możliwe? – spytałam, patrząc na prześliczną i jak zwykle dopracowaną w każdym szczególe Nataszę, dziennikarkę kolorowego pisma dla kobiet.
Natasza westchnęła ciężko, była naprawdę zdruzgotana.
– Kupiłam kota. To wszystko! Oto cała moja wina! A on chce odejść! – powiedziała Natasza teatralnym tonem.
– Sebastian nie lubi kotów? Jest uczulony? – próbowałam zgadywać.
– Nie wiem... Może lubi, może nie, ale co to ma do rzeczy?
Wymieniłyśmy z Patrycją porozumiewawcze spojrzenia.
– Nie uzgadniałaś z nim tego kota?
– Tak jakbym cokolwiek musiała z nim ustalać, chciał się kimś zajmować, to zdecydowałam się na kota. Wiesz, ile miałam z tym zachodu, ile mnie to kosztowało, z iloma hodowcami i właścicielami rozmawiałam? Na szczęście mam teraz tyle materiału, że zaraz machnę jakiś duży artykuł o kotach. Zaczęłam od przeanalizowania, jak się ma wygląd i stałe cechy rasy do... osobowości i czy czasochłonne zabiegi są wprost proporcjonalne do...
– Zaraz, zaraz, co to znaczy, że chciał się kimś zajmować?
Natasza wzruszyła ramionami i streściła rozmowę, że Sebastian znowu wrócił jak bumerang do tematu, że powinniśmy mieć dzieci, bo to, bo tamto... i że dopiero wtedy będziemy prawdziwą rodziną... a ja, że dlaczego, przecież teraz jest nam bardzo dobrze, a on, że mów za siebie, a ja, że kto ci powiedział, że ja w ogóle chcę mieć dzieci... a on, że kiedy się pobieraliśmy, był taki plan, a ja, że plany się zmieniają, a on, że nie dla niego, że on wciąż mnie kocha, chociaż nie ma pojęcia dlaczego, więc ja powiedziałam, że też go kocham, ale że teraz nie chcę dzieci, że być może za trzy-cztery lata, kiedy zostanę redaktorem naczelnym, a on, że ma tej mojej kariery po dziurki w nosie... a kiedy przyniosłam do domu kota, trzasnął drzwiami, do tej pory go nie ma itd.
– To znaczy chcesz mieć dzieci czy nie? – trochę się pogubiłam.
– Oczywiście, że nie! Kto by chciał teraz tracić czas na wychowywanie dwójki rozwrzeszczanych dzieciaków, skoro w tym samym czasie można robić oszałamiająca karierę.
Patrzyłam na Nataszę i już chciałam jej odpowiedzieć, że znam taką wariatkę, to ja, ale uprzejmie się nie odezwałam.
– Nie wiem, dlaczego nie możemy stanowić modelu rodziny 2 plus kot – Natasza szukała u nas poparcia – Za dwadzieścia lat społeczeństwo będzie się składać z jednostek domowych singiel plus domowe zwierzę albo para plus domowe zwierzę, pisałam o tym artykuł. Dlaczego do pełni szczęścia ludzie potrzebują dzieci? O co tu chodzi?
Słuchałam Nataszy i wiedziałam, że albo jest zdrowo kopnięta, albo rzeczywiście jest kobietą bez tego czegoś, to znaczy jest nowoczesna i nie ma ochoty na wychowywanie dzieci i broń Boże nie wolno jej do tego zmuszać. Tylko dlaczego na czele eksperymentu „Czy Natasza jest w stanie kimś się zająć?” ma być kot? Niewinne kocię, które będzie potrzebowało ciepła i zrozumienia, a codziennie rano przed wejściem do łazienki natknie się na buldożera, czyli Nataszę.
– Jakiego kota kupiłaś? – Patrycja wciąż była singlem i sprytnie skręciła rozmowę z grząskiego gruntu polityki rodzinnej.
– Och, kotek jest wspaniały – jak go zobaczyłam, to się zakochałam. Zobaczcie!
Natasza miała przygotowane zdjęcia.
Na kilku fotografiach przeciągał się śliczny szary kotek.
– Ja też mam podobnego – wyrwało mi się niechcący.
Natasza spojrzała na mnie chłodno i spytała lodowato:
– Dlaczego wydał ci się podobny?
– Jest taki sam... no wiesz... szary – niepotrzebnie się tłumaczyłam.
Natasza nagle wyciągnęła (jej torebka przypomina raczej torbę podróżną niż torebkę) olbrzymi i ciężki album „Koty”. Żółtymi karteczkami miała zaznaczone strony.
– Ale z tego co pamiętam, to ty masz zwykłego kota, prawda?
– Nie wiem... chyba tak.
– A to jest niebieski kot brytyjski.
– Aha!
– Przeczytaj, Patrycja, co tu jest napisane.
Natasza podała Patrycji album.
– „Najbardziej znanym i lubianym kotem jest z pewnością niebieski kot brytyjski” – Patrycja przerwała i spojrzała na mnie.
– Czytaj dalej – zareagowała od razu Natasza.
– „Jego futro w dotyku przypomina plusz i jest to jeden z największych kotów domowych, jest samodzielny, chętnie chodzi własnymi drogami, ale wiernie przywiązuje się do swojej rodziny”.
– No widzisz! Idealny! Takiego kota mu kupiłam, już nie powiem za ile... a Sebastian się obraża!
Natasza sterroryzowała nas, a że spotkałyśmy się tu, żeby ją wesprzeć w trudnym momencie życia, więc nie mogłam powiedzieć, że szczerze współczuję Sebastianowi i kotu, zwłaszcza że w dodatku jest podobno niebieski.
Potem dołączyła do nas spóźniona Majka, przy której jeszcze raz musiałyśmy wysłuchać całej historii z dziećmi i kotem. Zamówiłam drugiego drinka, potem zjadłam w dość szybkim tempie sałatkę. Teraz Majka oglądała album „Koty”, a Natasza tłumaczyła Patrycji, że Sebastian od dawna prawdopodobnie szukał pretekstu, żeby od niej odejść, i że kot nie ma tu nic do rzeczy.
Kiedy szukałam w karcie deserów, co by tu zamówić, Natasza spojrzała na mnie i spytała z pretensją w głosie:
– A ty znowu jesteś w ciąży?
– Co?
Zatkało mnie. Przytyłam!? No może kilogram, ale chyba nawet niecały... ale miałam nadzieję, że tego nie widać. Widać? Nie! To przez ten luźny sweter... nie powinnam go nosić. Powinnam była zdecydować się na małą czarną i wysokie buty. Ale ta Natasza jest podła! Nawet gdyby ona wyglądała jak beka, nigdy w życiu nie powiedziałabym jej czegoś tak... wprost.
– Nie, a skąd to przypuszczenie? – przełknęłam gulę w gardle i udałam obojętny i lekko rozbawiony ton.
– Jakoś dziwnie ładnie wyglądasz! A ty w ciąży zawsze ładnie wyglądałaś.
– To prawda... też miałam ci powiedzieć, że bardzo ładnie wyglądasz – dodała Patrycja.
– A poza tym – ciągnęła Natasza – Sebastian ciągle mi mówi Ola to, a Ola tamto, zobacz, Ola ma dwoje dzieci, Ola świetnie sobie radzi... gdybyś miała trzecie dziecko, chybaby mnie zamęczył twoim przykładem, musiałabym cię znienawidzić!
– Ach, nie przesadzaj – roześmiałam się przesadnie głośno.
Trochę mnie pocieszyła, ale i tak wieczór miałam zepsuty, myśląc, że już nigdy w życiu nie włożę tego swetra, bo na pewno mnie pogrubia, że zapiszę się na siłownię, przysięgam, że za dwa miesiące będę miała brzuch jak skała, a wtedy ta okropna Natasza samotna i szlochająca za Sebastianem będzie mi zazdrościć, i niech sobie wtedy mówi, co chce.
Nagle do „Zielonego kota” wpadł Sebastian.
– Natasza! – wołał prawie od progu.
– Sebastian?
Tak, ta scena miała w sobie coś z dawnych filmów rosyjskich typu „Lecą żurawie”.
– Szukałem cię wszędzie.
Padli sobie w ramiona tak szczęśliwi, jakby cudem ocaleli z dywanowego bombardowania miasta.
– Szukałeś mnie?
– Jak mogłaś zostawić małego kotka samego na trzy godziny?
– Więc zgadzasz się na kota?
– Oczywiście, że się zgadzam, zresztą małe dzieci uwielbiają koty.
Sebastian i Natasza znowu padli sobie w objęcia.
Do domu wróciłam dosyć późno. Scenka, jaką zobaczyłam, przypominała „I kto to mówi”. Adam leżał na kanapie i chrapał, na nim leżała jego najukochańsza córeczka Zuzia, a obok z modelem na kolanach siedział Szymon. Założę się, że Adam pozwalał im na wszystko (łącznie z jedzeniem czekolady po myciu zębów), i Zuzia zasnęła w jego ramionach. Telewizor był włączony na kanale sportowym, ale chrapanie Adama i tak zagłuszało dźwięk z zawodów żużlowych.
Podbiegł do mnie miękko i bezgłośnie Gustaw. Popatrzył niby od niechcenia, a potem ocierał się o moją nogę pod hasłem „Fajnie, że już jesteś”.
Wzięłam go na ręce. Szkoda, że Natasza nie widzi, jakiego mam superkota i jak się do nas już przywiązał. Usiadłam w fotelu i patrzyłam na moje śpiące szczęścia (sztuk trzy... czwarte miałam na kolanach). Było mi całkiem dobrze. Głaskałam Gustawa, był taki puszysty i miękki, założę się, że futerko miał sto razy bardziej miękkie niż plusz, a w świetle telewizora wydał mi się zupełnie niebieski.
Zapraszamy do przeczytania kolejnego odcinka już 1 lutego.